Cierpliwość, samodzielność, systematyczność – ważne cechy, których warto uczyć dzieci

Przyglądając się dzieciom w Polsce w perspektywie kilkudziesięciu lat, można odnieść wrażenie, że przechodzimy ze skrajności w skrajność. W okresie „zimnego chowu PRL-u” byliśmy często zostawiani sami sobie. Starszyzna postulowała, by dzieciom dać się wypłakać w samotności, bo nie wolno ich rozpuścić. Kiedy rodzice byli w pracy, bądź zajmowali się innymi sprawami, dzieci od najmłodszych lat same fruwały po podwórku, siedziały przed telewizorem czy w inny sposób zajmowały się same sobą.

Przenosimy się 20-30 lat później.

W dużych miastach sklepy i przedszkola prześcigają się w atrakcjach dla dzieci. Traktowane jak królowie świata, przedszkolaki żyją od prezentu do prezentu przy każdej okazji. Każdego grudnia spotykają z dziesięciu mniej lub bardziej udolnie odgrywanych Mikołajów. Zainteresowanie firm skupione jest na nich, bo zajęcia dla dzieciaków czy też super-zabawki to niezaprzeczalnie dobry biznes. Na każdym kroku są atrakcje dla najmłodszych, na wyciągnięcie ręki. Dzieci z poprzedniej „epoki” same nie wiedzą, czy się dziwić, czy zazdrościć.

Pomyślmy o tym szerzej.

W wychowaniu nas – dzieci PRL-u, często zaniedbywano bliskość rodziców czy opiekunów w przedszkolach i innych miejscach opieki. Dzięki temu nauczyliśmy się samodzielności – ale nie ma w nas ufności do innych ludzi, skoro na rodziców czasem nie dało się liczyć, to co dopiero na innych? Bardzo dobrze wiemy, że samo się nic nie zrobi. Że nawet na dobrą zabawę czasem trzeba zapracować. Podobnie jak na świąteczny prezent.

Teraz zaś dzieci coraz lepiej wiedzą, że na rodziców można liczyć (choć nadal musimy nad tym pracować). Na ciocie, dziadków i znajomych również. Mikołajów są tysiące – więc prezentów też. Wszyscy (czyt. reklamy) mówią, że o dzieci trzeba dbać i wyrażać miłość do nich prezentami. Wszystko przychodzi samo, więc samodzielność nie jest nikomu potrzebna. Wysiłek czasem ogranicza się do powiedzenia „ja chcę”. Na urodziny czekać nie trzeba, bo czasem, żeby dzieciom nie było przykro, dostają prezent przy okazji np. urodzin brata. Gwiazdka nie jest wyjątkowa, gwiazdka jest mniej więcej raz w tygodniu. Wysiłek nie istnieje.

No i co z tym zrobić?

Nie walczmy na pewno z bliskością rodziców. Ona jest bardzo ważna. W pierwszych kilkunastu miesiącach życia zdecydowanie najważniejsza. Na niej buduje się ufność do świata, wiara we własne siły. Nie dotykajmy tego – bo ta zmiana w wychowaniu to bardzo dobra rzecz.

Zacznijmy natomiast walczyć z nagrodami, z zasypywaniem dzieci rajskim życiem, bo nie o to chodzi. One wcale na tym nie korzystają. To nie w prezentach odkrywają miłość do nich (nawet jeśli nauczą się mówić inaczej), ale w czasie z nimi spędzonym.

Pozwólmy im za to mierzyć się z wyzwaniami. Pozwólmy im odnosić sukcesy – już podczas tego dwulatkowego okresu „ja siama” dzieci podejmują wyzwania i osiągają je własnymi siłami. Warto pomóc im dostrzec, że coś się udaje. Dać im samym docenić swój sukces i wspierać wiarę we własne możliwości. Kiedy przybiegną z rysunkiem po pochwałę, zamiast (albo oprócz) niej, spytajmy: „A czy Tobie się podoba? Czy jesteś z siebie zadowolony?”.

Wspierajmy też ich cierpliwość. Próbujmy wspólnie z nimi budować duże rzeczy, zabawki i inne atrakcje. Niech przez doświadczenie zauważą, jak przyjemne są rzeczy wyczekiwane, wspólnie wybudowane. Jaką radość daje ukończenie tego, w co się włożyło własną energię, wysiłek. W jaki sposób? Jestem pewien, że kreatywność rodziców spokojnie się odnajdzie w tych ciekawych projektach dla dzieci.

Uczmy też dzieci czekać – na Święta, na urodziny, na inne atrakcje. Można ze wspólnych przygotowań, z małych prac wspólnie z dziećmi zbudować coś pięknego, co dzieciom naprawdę bardziej się spodoba, jeśli włożą w to swoją cegiełkę. A czas spędzony z rodzicami nawet na niekoniecznie najciekawszych czynnościach na świecie jest dla nich cenniejszy niż samotność przy najlepszej zabawce. Na końcu zaś będzie piękny prezent – wspólne świętowanie, gdy dziecko z dumą będzie mogło powiedzieć: „Ja zrobiłem to i to. Udało mi się!”.

Uczenie cierpliwości, samodzielności czy systematyczności wcale nie musi iść w parze z odrzuceniem, jak to miało miejsce przy wspomnianym „zimnym chowie PRL-u”. To jest kwestia mądrego spędzania czasu z dziećmi, budowania w nich umiejętności osiągania sukcesów własną pracą i czekania. To także kwestia pielęgnowania zasłużonej dumy dziecka z własnych osiągnięć. Działania te nie wymagają wiele wysiłku, a mogą w znacznym stopniu wzmocnić w dzieciach poczucie własnej wartości, odpowiedzialności, stać się przyczynkiem do pełniejszego rozwoju.

Jarek Żyliński – psycholog wychowawczy (Uniwersytet Warszawski), założyciel Małej Doliny, w której rodzice i dzieci wspólnie zdobywają wiedzę (teoretyczną i praktyczną) związaną z rozwojem; prowadzi warsztaty dla rodziców; pisze artykuły i posty na psychoblogu.